Statystyka

ZANIM ZAPAŚĆ BUDOWNICTWA
DOTKNIE "MIESZKANIÓWKĘ"

Określenie "zapaść budownictwa" brzmi ponuro, ale oddaje odczucia chyba wszystkich, którzy mają coś wspólnego z sektorem budowlanym w Polsce. Gorzej - określenie to oddaje rzeczywistość. Nie jest znany przypadek tak silnego załamania produkcji budowlano-montażowej co najmniej od 1992 r. Od czterech kwartałów, za każdy z takich okresów GUS notuje jej spadek, w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku, o ok. 10%.

Wyjątkiem jest budownictwo mieszkaniowe. Tutaj statystyczna krzywa pełznie do góry - liczba oddawanych do użytku mieszkań jest, licząc narastająco od początku 2001 r. coraz większa, w porównaniu z liczbą mieszkań oddanych od stycznia do sierpnia ub. r. Gdy w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2000 r. było ich 47 888, to w br. jest do końca sierpnia 63 058. Tym samym oddano o 31,7% mieszkań więcej. Ale już licząc powierzchnię użytkową - o 25,3% więcej. Buduje się bowiem więcej mieszkań, ale o przeciętnej powierzchni mniejszej o ponad 5 m2 (w tym roku wynosi 88,6 m2).

Dane ogólne warto wzbogacić o informacje z województw. Różnice są znamienne.

Niestety w Polsce, inaczej niż np. w Niemczech, budownictwo mieszkaniowe to zaledwie szósta, co najwyżej piąta część (wartościowo biorąc) produkcji budowlano-montażowej ogółem; u naszego zachodniego sąsiada mieszkaniówka daje ponad połowę przerobu całego budownictwa.
Niestety też, są powody by obawiać się, że nawet wzrost w tym segmencie budowania może w najbliższym czasie ulec wyraźnemu spowolnieniu, czy wręcz załamaniu. O ile w I półroczu 2000 r. rozpoczęto realizację 57 552 mieszkań, to w I półroczu br. - o 11 156 mniej, czyli o 19,4%. Spadła również liczba pozwoleń wydanych na budowę mieszkań o 10,1%, z czego w budownictwie indywidualnym o 17%.

Przyczyny tego stanu rzeczy są oczywiste. Odnotowany przez statystykę wzrost wywołały obawy (uzasadnione) przed zniesieniem ulgi dla inwestorów mieszkaniowych, podniesieniem stawki VAT na materiały budowlane i niedogodnościami finansowymi dla importerów. Inwestorzy spieszyli się, żeby zdążyć zanim wkroczymy w okres bez ulg, z wysokim VAT-em i innymi anty zachętami ekonomicznymi, jakie tylko politycy zdołają wymyślić. Obecnie, gdy sytuacja wyjaśniła się, inwestowanie w mieszkania zaczęło tracić sens. A to, że potrzeby społeczne w tym zakresie sięgają ponad 1,5 mln nowych mieszkań - w gospodarce liberalizmu rynkowego nie ma znaczenia.
Mamy też prawdziwie dramatyczną sytuację całej polskiej ekonomii. Kto inwestuje w mieszkania, gdy rośnie bezrobocie i zadłużenie przedsiębiorstw, spadają natomiast ich dochody i nakłady na środki trwałe. Kogo stać na budowę mieszkań przy tak wysokim oprocentowaniu kredytów bankowych. Czy można liczyć na szybką poprawę przy dziurze budżetowej sięgającej kilkudziesięciu miliardów zł. Nawet nie warto stawiać znaków zapytania.

Chyba, że zmiany po wyborach parlamentarnych okażą się dobroczynne dla obywateli i gospodarki. Ale nawet taka, zakrawająca na cud, poprawa nie nastąpi od razu. Na trwały, systematyczny rozwój budownictwa mieszkaniowego przyjdzie poczekać. Tyle, że można czekać z założonymi rękami, można też przygotowywać się do odłożonego w czasie boomu.

Mirosław Ziach